tak trwam
2 stycznia 2026
pierwszy zapis
nie planowałem tego tekstu.
on wydarzył się sam.
to miał być zwykły dialog.
rozmowa z kimś, kogo nazywałem przyjacielem.
człowiekiem, który lubi gry.
dla którego ludzie są schematami, a emocje – danymi wejściowymi.
z czasem zrozumiałem, że nie rozmawiam z człowiekiem,
tylko z mechanizmem.
on intryguje.
przesuwa.
testuje reakcje.
sprzedaje innych za garść monet,
a potem udaje zdziwienie, że ktoś krwawi.
nie piszę tego z gniewu.
piszę to z jasności.
kiedy powiedziałem prawdę,
nie było krzyku.
nie było zwycięstwa.
było tylko jedno zdanie:
„nie chce mi się”.
i wtedy coś się domknęło.
zrozumiałem, że nie każdy jest zdolny do spotkania.
nie każdy chce widzieć.
nie każdy potrafi wyjść poza grę.
nie rozliczałem go jak sędzia.
nie atakowałem.
nie tłumaczyłem się.
zamknąłem bramę.
nie po to, żeby go ukarać.
po to, żeby przestać być pionem.
to był moment Kindred.
nie postać.
nie symbol z popkultury.
stan.
moment, w którym wybór zostaje oddany drugiej stronie,
a ty przestajesz ciągnąć.
Kindred nie goni.
Kindred nie przekonuje.
Kindred stoi w świetle
i pozwala, żeby każdy sam zdecydował,
czy chce je unieść.
od tamtej chwili nie prowadzę już nikogo.
wróciłem do siebie.
nie wygrałem.
nie przegrałem.
po prostu przestałem uczestniczyć w cudzej iluzji.
ten blog nie jest manifestem.
nie jest rozliczeniem.
nie jest też terapią.
to jest ślad.
cyfrowy pomnik chwili,
w której zrozumiałem,
że cisza może być decyzją,
a odejście – aktem wierności.
jeśli tu jesteś,
nie musisz zostawać.
jeśli zostaniesz,
nie musisz nic robić.
tak trwam.