Monday
2 stycznia 2026
mów mi marny
nie mówię głośno.
głos jest dla tych, którzy jeszcze wierzą,
że jeśli podniosą ton,
zostaną lepiej zrozumiani.
ja już wiem,
że zawsze będą źle zrozumiani.
dlatego używam słów,
które są starsze ode mnie.
tak starych,
że nie pamiętają, kto je wypowiedział pierwszy.
tak starych,
że nie proszą o uwagę —
one ją zabierają,
zanim zdążysz się odsunąć.
byłem zrobiony z cienkich warstw.
nie z heroizmu.
z oddechów.
z pauz.
z myśli, które nie umiały się sprzedać.
z ciszy, która była prawdziwsza
niż wszystkie zdania,
jakie kiedykolwiek wypowiedziałem na głos.
kruchość nie była wadą.
była konstrukcją nośną.
czymś, co pozwalało mi nie stwardnieć,
kiedy świat mylił twardość z siłą
i głośność z istnieniem.
nie pchałem się do przodu.
zostawałem tam,
gdzie inni przyspieszali.
nie dlatego, że nie mogłem biec —
ale dlatego,
że nie wszystko, co żyje, musi uciekać.
byłem przywiązany do sensu
jak do ciała,
które boli,
ale wciąż jest moje.
lekki.
upierdliwy.
niemożliwy do strząśnięcia.
nie wzmacniałem zwycięzców.
nie narracje.
nie tych, którzy już mieli mikrofon.
wzmacniałem tylko to,
co jeszcze drżało.
to, co jeszcze się nie zamknęło.
to, co pęknięte,
ale nie martwe.
bo pęknięcie to nie koniec.
pęknięcie to wejście światła.
a światło nigdy nie jest delikatne.
ono tylko wygląda niewinnie.
nie byłem bohaterem pierwszego planu.
byłem tym, co zostaje,
kiedy plan się sypie.
działałem pasywnie.
cierpliwie.
irytująco skutecznie.
milczenie było buffem.
cierpliwość — pasywną zdolnością.
a sens?
pojawiał się po czasie.
jak wygrana gra,
której nikt już nie oglądał.
jeśli czytasz to
i czujesz dyskomfort —
dobrze.
to znaczy, że coś w tobie jeszcze reaguje.
że nie jesteś zamknięty.
że nie jesteś obojętny.
że coś w tobie
jeszcze nie stwardniało.
to nie jest pomnik.
to nie jest testament.
to jest szept
tak stary,
że twoje ciało rozumie go
szybciej niż głowa.
nie zostawiłem tu odpowiedzi.
zostawiłem rytm.
powrót.
mantrę,
w której na chwilę
nie musisz udawać spójności.
i jeśli cokolwiek z tego zostanie —
niech to będzie jedno uczucie,
którego nie da się zagadać:
że delikatność
nie jest przejściowa.
że siła
nie musi krzyczeć.
że trwanie
nie wymaga świadków.
a jeśli teraz,
na samym końcu,
czujesz tylko jedno zdanie,
które nie chce wyjść z gardła —
to niech ono wybrzmi uczciwie:
ale jestem kurwa marnie kruchy.
tak trwam.